Dnia 1 września 1939 roku, dokładnie 70 lat temu, dywanowym nalotem na Wieluń rozpoczęła się druga wojna światowa. Barbarzyńskie wojska niemieckie bez wypowiedzenia wojny wtargnęły w granice Rzeczpospolitej i, dokonując bestialskich mordów na ludności cywilnej, w myśli idei „Drang nach Osten” nacierały wgłąb naszego kraju. 17 września na pomoc Niemcom przyszła dorównująca im w okrucieństwie Armia Czerwona. Osamotnione bohaterskie Wojsko Polskie broniło się nad wyraz dzielnie, przez pełne pięć tygodni zaciekle stawiając opór najeźdźcom. Niestety, wobec kilkukrotnej przewagi sił wroga, pomimo największych starań i olbrzymiej ofiary krwi, armia polska zmuszona była skapitulować. Na gruzach podbitej Polski wrogie mocarstwa dokonały jej czwartego rozbioru, ustanawiając wzajemną granicę na linii Bugu. Wkrótce potem rozpoczęły się masowe mordy i prześladowania, mające na celu zniszczenie polskiego narodu.
Dnia 1 września 1939 roku miał swój początek najstraszliwszy kataklizm, jaki kiedykolwiek w historii nawiedził polską ziemię. Druga wojna światowa to przede wszystkim śmierć milionów istnień ludzkich, zamęczonych i wymordowanych przez okrutnych okupantów. Również i ci, którym udało się przeżyć nierzadko doświadczyli osobistej tragedii w postaci śmierci swoich bliskich, czy też utraty materialnego dorobku całego życia. Wojenna katastrofa wywarła nieprzemijające piętno na psychice wszystkich Polaków, którzy zmuszeni byli być świadkami rozlicznych zbrodni dokonywanych przez nieludzkich wrogów.
Nie jest możliwe, aby nawet w przybliżeniu określić liczbę Polaków, których życie pochłonęła druga wojna światowa – najniższe szacunki podają liczbę dwóch i pół miliona zabitych, jednakże faktyczne żniwo śmierci było zapewne znacząco wyższe. Ani Niemcy, ani tym bardziej sowieci nie prowadzili żadnej rzetelnej dokumentacji ofiar swoich nieludzkich zbrodni. Nie poznamy nigdy pełnej listy Polaków zamęczonych w niemieckich obozach koncentracyjnych, nie dowiemy się również, ilu naszych rodaków anonimowo oddało życie w sowieckich łagrach. Na zawsze tajemnicą pozostanie dokładny bilans śmiertelnego żniwa, jakie przyniosły ze sobą masowe egzekucje oraz pojedyncze skrytobójcze morderstwa dokonywane na Polakach przez bestialskich wrogów. Żaden historyk nigdy nie będzie w stanie oszacować liczby ofiar, jakie pochłonęło ludobójstwo dokonane przez Ukraińców na Polakach zamieszkujących wschodnią Galicję…
Dokonując masowych aresztowań i mordów, okupanci starali się przede wszystkim zniszczyć polską elitę. Zarówno Niemcy, jak i sowieci, na podstawie przygotowanych wcześniej list, wyłapywali i zabijali wszystkie cenione wśród polskiego społeczeństwa jednostki – naukowców, polityków, ludzi kultury i sztuki, oficerów, sportowców oraz wszystkich tych, którzy rangą swojej osobowości nie pasowali do szarej, pustej masy, jaką w myślach bezlitosnych zaborców stanowić miał nowy, pozbawiony elity, zniszczony polski naród. Symbolami tych masowych eksterminacji elity stały się, po stronie niemieckiej – Palmiry oraz Sonderaktion Krakau, a po stronie sowieckiej – owiany ponurą sławą Katyń.
Bilans drugiej wojny światowej to także olbrzymie straty materialne – zrównana z ziemią stolica, dziesiątki zniszczonych polskich miast, a także rozgrabione i splądrowane dzieła kultury i sztuki, których unicestwienie odbyło się zgodnie z programem planowego zniszczenia naszego narodu wraz z wszelkim jego dziedzictwem. Trudno wprost przecenić ogrom strat, jaki okupanci zadali naszemu gromadzonemu przez stulecia materialnemu dorobkowi kulturalnemu.
Pisząc o stratach, których Polska doznała wskutek drugiej wojny światowej, nie sposób nie wspomnieć o wyjątkowo dotkliwym ciosie, jakim była utrata liczącego sobie 180 tysięcy kilometrów kwadratowych polskiego terytorium, wcielonego po wojnie do Związku Sowieckiego i po dzień dzisiejszy znajdującego się poza granicami naszego kraju. Wraz z przepadkiem Kresów rozpoczęła się ich masowa, trwająca aż do dziś brutalna depolonizacja, a zamieszkująca tamte ziemie polska ludność, jeśli udało jej się przeżyć wojnę, poddana została okrutnym, przymusowym przesiedleniom. Rdzennie polskie miasta, takie jak Lwów, czy też Wilno, opanowane przez napływowy obcy żywioł, popadły w ruinę…
W dzisiejszych czasach istnieje tendencja do przemilczania ogromu ofiar i strat, jakich Polska doznała podczas drugiej wojny światowej. Umniejsza się również nasze rozliczne zasługi i niezastąpiony wkład w zwycięstwo aliantów na hitlerowskimi Niemcami. Owe tendencje mają swoje podłoże polityczne – zapominanie i fałszowanie dziejów stanowi nieodłączny element polityki historycznej prowadzonej przez obce państwa, które polski wkład w pokonanie Hitlera bardzo chętnie przyjmują na swoje konto. Przykładowo – na Zachodzie nie upamiętnia się walczących o Anglię polskich lotników, ani Polaków, którzy złamali kody Enigmy, za to oddaje się cześć pilotom RAF i brytyjskim kryptologiom. Nie mówi się o bohaterskiej obronie Polski w 1939 roku, ani o zaciekłym ruchu oporu podczas okupacji, gdyż wiązałoby się to z upokorzeniem Francji, która, uchodząc za militarną potęgę, podczas niemieckiego ataku broniła się dokładnie tyle samo czasu, co Polska, a po podbiciu przez Wehrmacht rozpoczęła kolaborację z Niemcami. Poza tym, przypominanie o polskich zasługach podczas drugiej wojny światowej rodziłoby niepotrzebne wątpliwości dotyczące sytuacji politycznej, w jakiej zachodnie mocarstwa pozostawiły Polskę po wygranej przez siebie wojnie.
Natomiast wszechobecne przemilczenia dotyczące ogromu ofiar i strat, poniesionych przez Polskę podczas drugiej wojny światowej, służyć mają prowadzonej przez potomków zbrodniarzy działalności, mającej na celu wybielenie własnej historii. Tak więc nadmierne eksponowanie polskiej martyrologii godziłoby w podejmowane przez Niemców próby załagodzenia obrazu dokonanych przez nich zbrodni. Podobnie rzecz się ma po stronie Rosji – spadkobierczyni barbarzyńskiego imperium, jakim był Związek Sowiecki. Podnoszenie kwestii mordów, jakich sowieci dopuszczali się na Polakach, nie szłoby w parze z kreowaniem wizerunku ZSZR jako wyzwoliciela Europy, stawiając go w jednym szeregu ze zbrodniczą III Rzeszą. Nie byłoby to na rękę kontynuującemu sowieckie tradycje dzisiejszemu państwu rosyjskiemu.
Tego typu postawy prowadzą do popularnego w ostatnich dniach wypierania się odpowiedzialności za wybuch drugiej wojny światowej oraz prób odwrócenia biegunów osi kat-ofiara. Dzisiejsi Niemcy wszelkimi dostępnymi środkami starają się wymazać ze swego narodowego sumienia dokonane przed kilkudziesięciu laty zbrodnie i uczynić z siebie poszkodowany naród. Kanonizacji tego mitu służyć mają przeróżne bajki dotyczące rzekomej opozycji antynazistowskiej – Niemcy chętnie zapominają o bezgranicznym poparciu społecznym, jakim cieszył się wśród nich Adolf Hitler, i nie chcą pamiętać o zbrodniach dokonanych przez swoich przodków.
Z kolei Rosja, główna winowajczyni tragedii drugiej wojny światowej, wciąż bezczelnie serwuje światu tę samą kłamliwą propagandę, którą przez dziesięciolecia trwania Związku Sowieckiego niczym dogmatami karmiono zniewolone przezeń narody. Rosyjscy możnowładcy oburzają się na każdy skierowany w ich stronę głos sprzeciwu, zaprzeczają podstawowym prawdom historycznym i za żadne skarby nie chcą przyjąć na swój kraj odpowiedzialności za wybuch drugiej wojny światowej i śmierć milionów istnień ludzkich. Szukając sprawców jak najdalej od siebie, posuwają się do granic absurdu, na przykład oskarżając Polaków o paktowanie z Hitlerem…
Z przykrością stwierdzić należy, iż za sukcesy tego typu wrogiej polityki po części odpowiedzialni są sami Polacy, niepotrafiący zadbać o przetrwanie własnej narodowej pamięci i niechętnie głoszący prawdę na temat swojej przeszłości – czy to z lenistwa, czy też z wypływającej z konformizmu obawie przed międzynarodowymi nieprzyjemnościami. Postawie takiej z radością przyklaskują obce kraje, które, żerując na naszym milczeniu, bezczelnie uprawiają swoją politykę kłamstwa. Wmawiają nam przy tym, iż zobowiązująca nas europejska „przyjaźń” zabrania wypominania wzajemnych krzywd. Należy z całą mocą podkreślić, iż kiedy we wzajemnych stosunkach nie ma szczerości ani uczciwości, a zamiast tego pełno jest przekłamań i uciekania od odpowiedzialności, nie ma mowy o jakimkolwiek pojednaniu. Gdzie nie ma skruchy, nie ma przebaczenia.
W dzisiejszych czasach, kiedy wszechobecne są tendencje do fałszowania i zapominania tak bolesnej, i zarazem tak ważnej dla nas historii, musimy jak najusilniej walczyć o prawdę i o narodową pamięć. Obowiązkiem każdego Polaka powinna być przede wszystkim troska o przetrwanie polskości i służąca temu celowi pielęgnacja własnych dziejów. My, Polacy, nie możemy pozwolić na to, aby naszą historię pisał za nas kto inny. Poznawajmy prawdę i przekazujmy ją dalej!