Dnia jutrzejszego przypada kolejna, 66. rocznica jednego z najstraszniejszych epizodów martyrologii Narodu Polskiego podczas drugiej wojny światowej – tzw. „krwawej niedzieli”, czyli apogeum wołyńskiego ludobójstwa, dokonanego przez Ukraińców na zamieszkujących tamte ziemie Polakach. 11 lipca 1943 roku, podczas masowej, skoordynowanej antypolskiej akcji, upowscy siepacze, z okrzykiem „Smiert Lachom!” na ustach, w niewyobrażalnie okrutny sposób bestialsko wymordowali ponad 10 tysięcy Polaków, doszczętnie niszcząc przy tym i rozgrabiając setki polskich osiedli.
Nie bez powodu akcję tę przeprowadzono w niedzielę – tego dnia cała ludność atakowanych miejscowości zgromadzona była w lokalnych kościołach na niedzielnej mszy świętej. Likwidowało to konieczność opracowywania jakiejkolwiek taktyki… Z zaatakowanej świątyni zazwyczaj nikt nie wychodził żywy. Niewielu również miało to szczęście, aby zginąć od karabinowej kuli. Polaków na ogół zarzynano siekierami, widłami, kosami lub innymi narzędziami gospodarczymi, przecinano ich piłami do drewna, obdzierano ze skóry i rwano końmi. Ofiarom odcinano fragmenty ciała, nabijano je na pale, wrzucano do studni, palono żywcem… W cywilizowanym języku braknie słów do opisania potwornego okrucieństwa, jakim kierowali się ukraińscy bandyci. Nie szczędzono nikogo – taki sam los spotykał mężczyzn, jak i kobiety, dzieci i starców. Im bardziej ofiara była bezbronna, w tym bardziej barbarzyński sposób ją zabijano. Szacuje się, iż podczas całego, trwającego w latach 1939-1945 ludobójstwa, Ukraińcy wymordowali w ten sposób ponad 150 tysięcy Polaków.
Od mrocznego wspomnienia o wiele bardziej przygnębiająca jest świadomość, iż opisane ludobójstwo, pomimo faktu, iż pochłonęło aż tyle niewinnych ofiar, osnute jest dziś gęstą mgłą niepamięci. O Rzezi Wołyńskiej nie uczy się młodzieży w szkołach, nie mówi się o niej w mediach, a ku czci jej ofiar nie stawia się żadnych pomników. W dzisiejszej, zdawałoby się, wolnej Polsce niemalże nikt nie zdaje sobie sprawy z ogromu ofiar, jakie pochłonęła realizacja zbrodniczej ideologii ukraińskiego nacjonalizmu. Rocznice związane z rzeczonym ludobójstwem nigdy nie doczekały się żadnych oficjalnych obchodów państwowych, a również i na szczeblu dyplomatycznym Rzeź Wołyńska okryta pozostaje zmową milczenia. Rząd polski nie czyni żadnych starań mających na celu godne uczczenie ofiar Rzezi i w najmniejszym stopniu nie reaguje, gdy na Ukrainie powszechnie gloryfikuje się autorów tego ludobójstwa.
Smutne, że w dzisiejszych czasach coraz większą popularnością cieszy się haniebna tendencja przemilczania ogromu cierpień, jakich Polacy doznali podczas drugiej wojny światowej (przy jednoczesnym wyolbrzymianiu martyrologii np. Żydów). Przy okazji rocznicy „krwawej niedzieli” należy zadać sobie pytanie, na ile męki Narodu Polskiego obecne są pamięci dzisiejszych jego przedstawicieli? I na ile pamięta o nich świat? Tylko i wyłącznie w naszym interesie leży podtrzymywanie pamięci o cierpieniach naszych przodków. Jeżeli sami się o to nie zatroszczymy, nie zatroszczy się o to nikt. Krew tych, których przed laty pomordowano, woła do nas dzisiaj, abyśmy nie zaniedbali tego obowiązku.
Chochoły, pamiętamy wasze zbrodnie…!