Bez obaw zaryzykuję stwierdzenie, iż każdy czytelnik niniejszego tekstu posiada choć minimalne pojęcie na temat genialnego wynalazku natury, jakim jest fotosynteza – proces polegający na wytworzeniu materii organicznej z wszechobecnego w atmosferze dwutlenku węgla przy udziale energii świetlnej. Już od samego momentu odkrycia szczegółów mechanizmu fotosyntezy niezliczone rzesze naukowców na całym świecie bezskutecznie próbowały przeprowadzić rzeczony proces w laboratoryjnej probówce. Zdawałoby się, że elektrownie przerabiające spaliny na paliwo funkcjonować mogłyby wyłącznie na kartach nowatorskich powieści science-fiction. Jakież więc było me zdziwienie, gdy ze stronic dzisiejszej gazety dowiedziałem się, iż sztuka opracowania zaskakująco opłacalnej metody wytwarzania benzyny z dwutlenku węgla udała się Polakowi – profesorowi Dobiesławowi Nazimkowi z Wydziału Chemii lubelskiego UMCS.
Gdybyśmy żyli w normalnym, suwerennym kraju, już od dawna miliony złotych przepływałyby z państwowej kasy na konto UMCS tytułem wsparcia kontynuacji przez prof. Nazimka jego mających szansę zrewolucjonizować Polskę i świat obiecujących badań. Jakkolwiek, sytuacja rysuje się zgoła inaczej – projekt uruchomienia procesu sztucznej fotosyntezy na szeroką skalę ponad pół roku oczekuje na odzew rządowych polityków, którzy, pochłonięci wyłącznie prywatnymi rozgrywkami, nie wykazują najmniejszego zainteresowania niewątpliwie sensacyjnym wynalazkiem profesora Nazimka. Ministerstwo Gospodarki zdecydowanie woli trwonić państwowe pieniądze na cel bezsensownego wspierania nowych technologii wypiekania kruchych ciasteczek, czy też produkcji „ekologicznych” długopisów, aniżeli finansować strategiczne dla gospodarki naszego kraju dziedziny nauki. Nie wiadomo – śmiać się, czy płakać…
Zdaje się nie ulegać wątpliwości, iż wykorzystanie wynalazku profesora Nazimka na szeroką skalę stanowiłoby dla polskiej gospodarki niewyobrażalnie potężną siłę napędową, będącą w stanie wprowadzić nasz kraj do grona najpotężniejszych państw świata. Jakkolwiek, na ile wizja ta okaże się być realna, dowiemy się dopiero wtedy, gdy Ministerstwo Gospodarki zdecyduje się przeznaczyć choć niewielką kwotę pieniędzy celem przetestowania innowacyjnej technologii na skalę szerszą, niż oferują to warunki laboratoriów UMCS, w których na co dzień pracuje profesor Nazimek. Warto zauważyć, że w kolejce do polskiego wynalazcy ustawiają się już zachodnie, w tym niemieckie i amerykańskie przedsiębiorstwa…
Prawda jest taka, że podlegli wrogim interesom obecni rządzący nigdy w swej kadencji nie dopuszczą do nawet najmniejszego wsparcia jakichkolwiek inicjatyw niosących ze sobą realną szansę uniezależnienia Polski od kosztownych dostaw obcej energii. Pomijając fakt, jak potężny cios sprawiłoby to dotychczasowym dostawcom, działania takie w niebezpiecznym dla ościennych mocarstw stopniu wzmocnić by mogły gospodarkę naszego kraju. A przecież Polska musi pozostać słaba!
W postępowaniu Ministerstwa Gospodarki wobec wynalazku prof. Nazimka dostrzec można wyrazistą analogię do niedawnych antypolskich działań obecnego rządu, mających na celu zniszczenie wspaniałej inicjatywy stworzenia w Polsce taniej i opłacalnej energetyki geotermicznej. Tego nie można wytłumaczyć głupotą rządzących, wszak głupi ludzie nigdy nie daliby rady zdobyć władzy w masowym społeczeństwie. To jest świadome czynienie krzywdy Polsce i Polakom, celowe działania na niekorzyść naszej Ojczyzny.