Witam po długiej przerwie. Korzystając z krótkiej chwili wolnego czasu, którą to chwilę z trudem wygospodarować mi się udało spośród napiętego harmonogramu, postanowiłem zmieść kurz i pajęczyny, którymi porosnąć zdążyła niniejsza strona i napisać ten oto nowy tekst, w którym w telegraficznym skrócie zawarłem myśli, jakie skłębiły się w mojej głowie na przestrzeni ostatnich dni.
Na początek pozwolę sobie poruszyć kwestie polityczne, a mianowicie skomentuję pożałowania godne wydarzenia, które miały miejsce w Sejmie za sprawą swoistej „burzy”, jaką wywołał zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość projekt uchwały upamiętniającej siedemdziesiątą rocznicę sowieckiej napaści na Polskę. Cóż, wszystko wskazuje na to, iż co poniektórym zasiadającym w sejmowych ławach posłom niezwykle trudno jest się odciąć od dawnej ideologii, wyznawanej przez nich w czasach, kiedy nad naszym Białym Orłem nie było korony. Do granic bezczelności (wątpię, aby była to po prostu ignorancja) posunął się pewien znany sejmowy awanturnik – Stefan Niesiołowski, który publicznie zanegował ludobójczy charakter zbrodni katyńskiej… Oto cała polska polityka historyczna.
Pozostając w temacie obrad parlamentarnych – na ostatnim posiedzeniu Sejmu, większością głosów, już w pierwszym czytaniu odrzucony został obywatelski projekt ustawy przewidującej nowelizację kodeksu karnego poprzez wprowadzenie całkowitego zakazu procedur zapłodnienia in vitro, eksperymentów na embrionach oraz handlu ludzkimi zarodkami. Porażka tej inicjatywy boli mnie tym bardziej, iż osobiście zaangażowałem się w zbieranie podpisów pod rzeczonym projektem. Zastanawiające, iż przeciwko proponowanym zmianom – przeciwko życiu opowiedzieli się ci sami posłowie, którzy nierzadko publicznie obnoszą się ze swym rzekomym przywiązaniem do wiary katolickiej. Najwyraźniej, albo zapomnieli oni, iż prawdziwa wiara to nie tylko deklaracje, lecz przede wszystkim czyny, albo swojej „katolickości” obłudnie używają wyłącznie do celów marketingowych. Smutne, ale prawdziwe.
Koniec politykowania o kwestiach bieżących! Czas przejść do wątku zasługującego już bardziej na miano historycznego. Otóż w minioną sobotę przypadła dwudziesta rocznica utworzenia słynnego pierwszego rządu „wolnej Polski” (czy, jak kto woli, „ostatniego” rządu PRL). Z tej okazji przygotowano dla nas okolicznościowe plakaty, którymi oblepiano miasto, w Sejmie odbyły się pamiątkowe uroczystości, a gazety wydrukowały wspomnieniowe artykuły. A ludzie się cieszyli. Jak widać, lata propagandy serwowanej przez medialne imperium Adama Michnika zrobiły swoje – mało kto zdaje dziś sobie sprawę, czyje interesy tak naprawdę reprezentował rząd Tadeusza Mazowieckiego. Chęć szczegółowego omówienia tematu wiązałoby się z koniecznością napisania odrębnego artykułu, pozwolę więc sobie polecić tekst prof. Kucharczyka pt „Rząd zmarnowanych szans”: http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20090912&typ=my&id=my51.txt
Nie zapominajmy, iż 12 września to również rocznica słynnej bitwy pod Wiedniem 1683 roku, podczas której dowodzona przez Jana Sobieskiego odsiecz odbiła austriacką stolicę z rąk tureckich i powstrzymała dążącą do serca Europy pogańską nawałę. Owa zwycięska bitwa bez wątpienia ocaliła cały Stary Kontynent, a tym samym Polskę; jakkolwiek, patrząc z perspektywy czasu, zastanawia mnie, na ile ta ofiara polskich żołnierzy była potrzebna? Wszak, po pierwsze, na Zachodzie i tak już nikt prawie nie pamięta, że w bitwie pod Wiedniem bili się Polacy. Po drugie – to, czego przed 376 laty bisurmańskie plemiona nie zdobyły zbrojnie, dziś przejmują poprzez masową imigrację i niepohamowany pęd reprodukcyjny. A Europejczycy, omamieni politycznie poprawnymi sloganami, z uśmiechem na ustach i z otwartymi ramionami przyjmują na swe ziemie obcy, pogański żywioł.
À propos stosunków chrześcijańsko-muzułmańskich – w ostatnich dniach odbył się w Krakowie Międzynarodowy Kongres dla Pokoju, w którym uczestniczyli przedstawiciele wszystkich Kościołów chrześcijańskich oraz żydowskich i muzułmańskich wspólnot wyznaniowych. Brzmi pięknie, przynajmniej poprzez pryzmat dzisiejszego pojęcia szczytności ideałów. Jakkolwiek, wielu katolików poczuło się wielce zbulwersowanymi i dotkniętymi świętokradczymi ekscesami, jakich dopuścił się gospodarz imprezy, kard. Stanisław Dziwisz, uprawiając wspólną „modlitwę” z żydami i muzułmanami – wyznawcami całkowicie odmiennych, nierzadko wrogich sobie koncepcji monoteistycznych. Zastanawia mnie jedno – do kogo chrześcijanie i muzułmanie wznosili swe wspólne modły? Do naszego Boga, który jest miłością, czy też do wzywającego do nienawiści i nakazującego zabijanie innowierców Allacha?
To tyle na dziś. Postaram się pisywać częściej. Pozdrawiam wszystkich czytelników!
Zejdz ze slonca bo CI szkodzi
przyda sie troche historii po okresie wakacyjnym ;].
chociaz ta wzmianka o religiach jest nieco agresywka :P
Agresywna? W porównaniu do islamskiego miotania nienawiścią jest to co najmniej szósta liga okręgowa ;)
Polska, o ile dobrze wiem, jest państwem świeckim, a nie katolickim. Dlatego chyba dobrze, że posłowie, którzy reprezentują w końcu wszystkich Polaków, nie kierują się podczas głosowań własną wiarą, ale interesem wszystkich obywateli.
Jak ktoś jest katolikiem, to i tak nie będzie stosował metody in vitro. Po co więc dodatkowe zakazy?
Jeśli posłowie są katolikami, to zobowiązują ich katolickie przykazania, które zabraniają czynić tego, co uczynili. Wychodzi na to, że katolikami są wyłącznie z nazwy.
Odnosząc się do tego, co napisałaś – może zalegalizujemy zabijanie ludzi na ulicy? Jeśli ktoś jest katolikiem, to i tak nie będzie zabijał.
Człowiek nienarodzony, tak samo jak narodzony, jest człowiekiem i należy mu się taka sama ochrona. A nawet jeszcze większa, jako że jest on istotą całkowicie bezbronną.
Katolik ma obowiązek troszczyć się o życie innych, tym bardziej, jeśli ma realny wpływ na władzę (będąc posłem).
To, że posłowie są katolikami, zobowiązuje ICH do postępowania zgodnie z przykazaniami, a nie zmuszania innych (w tym przypadku wszystkich obywateli) do robienia tego.
Porównanie zalegalizowania zabijania ludzi na ulicy do in vitro jest nie na miejscu. Legalizacja zabijania szkodziła by wszystkim bez względu na wyznanie i nikt zdrowy psychicznie by się na nią nie zgodził. In vitro nie szkodzi nikomu, wręcz przeciwnie – pomaga. To, że ktoś się decyduje na tę metodę, w żaden sposób nie wpływa na życie innych ludzi.
Zgadzam się z Tobą, że człowiek nienarodzony jest człowiekiem i należy się mu ochrona. Jednak my nie rozmawiamy o aborcji, tylko o in vitro.
Masz trochę złe pojęcie o grzechu. Grzech to nie tylko bezpośrednie złe działanie (przyjmując taką definicję, w wielu przypadkach, znajdując osobę pośredniczącą, moglibyśmy zrzucać z siebie winę). Grzech to KAŻDE świadome i dobrowolne działanie (lub zaniechanie), którego skutkiem jest zaistnienie zła. Grzeszy więc nie tylko ten, kto dopuszcza się zła, ale i ten, kto daną osobę do tego zła namawia lub jej na to pozwala. Dlatego posłowie sprzeniewierzyli się katolicyzmowi i zgrzeszyli, nie chcąc sprzeciwić się złu. A metoda sztucznego zapłodnienia in vitro JEST złem, i to o wiele gorszym, niż aborcja, gdyż w jej wyniku śmierć ponosi dużo więcej, niż jeden człowiek. Poza tym, metoda ta wyzbywa istotę ludzką z przynależnej jej godności i prawa do bycia poczętą w naturalny sposób.
Zastanawia mnie skąd wiesz jaka jest “właściwa” definicja grzechu? A czy grzechem, według Ciebie, nie jest zmuszanie innej osoby (wbrew jej woli) do postępowania zgodnie z tym co uważasz za właściwe?
Jeśli chodzi o in vitro, to z zamrożonego zarodka po jego odmrożeniu może urodzić się człowiek. Także zamrażanie nie jest w tym przypadku zabijaniem, tak jak by to było w przypadku zamrożenia człowieka.
Piszesz, że “metoda ta wyzbywa istotę ludzką z przynależnej jej godności i prawa do bycia poczętą w naturalny sposób”. Ludzie, którzy decydują się na tę metodę, nie mogą mieć dzieci w sposób naturalny. Także metoda ta po prostu daje im jedyną możliwość poczęcia istoty ludzkiej. Osobiście nie widzę w niej nic niegodnego. Chyba zgodzisz się ze mną, że życie jest cudownym darem, dlatego też nawet gdybym to ja została poczęta dzięki metodzie in vitro, byłabym raczej wdzięczna za to, że ten dar w ogóle otrzymałam.
Wiem, jaka jest definicja grzechu, bo interesuję się teologią, wielokrotnie studiowałem artykuły Katechizmu Kościoła Katolickiego i przeczytałem niejedną encyklikę. A powstrzymywanie innej osoby od czynienia zła (wbrew jej woli) bynajmniej nie jest grzechem, lecz nawet dobrym uczynkiem. I nie próbuj manipulować, grając słowami- wprowadzenie zakazu stosowania in vitro jest nie tylko czymś, co ja “uważam za właściwie”, ale sprawą, do której realizacji od lat w oficjalnych pismach nawołuje Kościół , Ojciec Święty i cały nasz Episkopat.
Co do samej metody in vitro – nie wszystkie wytworzone zarodki udaje się uratować poprzez zamrożenie, wiele z nich ginie. A tak na marginesie – wyobrażasz sobie odmrożenie tych wszystkich ludzi? Zdaje mi się, że do końca świata przebywać oni będą w formie zamrożonej, ewentualnie dopóki ktoś się ich nie pozbędzie. Gdzie tu godność człowieka?
Nie ma czegoś takiego, jak prawo do posiadania dziecka – płodność i potomstwo są DAREM od Boga, a nie przynależnością. I to Bóg, który jest dawcą życia, powinien mieć w tej sprawie więcej głosu, niż chętni zaspokojenia swoich pragnień rodzice. Ludzie, zamiast zachwycać się in vitro (które nota bene problemu niepłodności nie likwiduje), powinni skupić się raczej nad skutecznymi metodami leczenia niepłodności (np. naprotechnologia). Jakkolwiek, wiadomym jest, że in vitro to o wiele większy biznes…
Nie wątpię, że jesteś bardzo inteligentnym i oczytanym człowiekiem, ale mimo wszystko to, co napisałeś trąci nieco pychą. Niczego nie wiemy na pewno i warto mieć to na uwadze. (Nie muszę tu chyba przytaczać słów pewnego greckiego filozofa;) Zauważ, że wszystkie te artykuły i encykliki były pisane wiele lat po tym jak żył Jezus, przez ludzi, którzy nigdy go nie spotkali. Skąd pewność, że to, co jest w nich napisane, jest zgodne z jego naukami? Nie bierzesz pod uwagę tego, że wszystko, co jest pisane przez ludzi, a czego nie da się udowodnić eksperymentalnie, jest subiektywne. To, jak ktoś definiuje grzech, zależy od niego samego. Nie chcę podważać autorytetu żadnego papieża, ale miałam niestety okazję nieco poznać biografie papieży i od tamtej pory inaczej na to patrzę. Papież jest człowiekiem, dlatego może popełniać błędy oraz czasem się mylić. Z drugiej strony wątpię by w artykułach lub encyklikach, które czytałeś była mowa o tym czy poseł głosujący wbrew zasadom swojej wiary grzeszy. Myślę, że nie można tego tak jednoznacznie osądzać, bo to dość trudna i złożona sytuacja.
Wracając do metody in vitro, to zgadzam się, że wiele zamrożonych zarodków pewnie pozostałoby takimi do końca świata, ale to jest chyba jedyne w miarę kompromisowe rozwiązanie, bo zamrażanie nie jest przecież równoznaczne z zabijaniem. Zresztą zastanawiam się też, i przyznaję, że nie mam sprecyzowanego zdania na ten temat, czy zarodek jest człowiekiem, bo np. człowieka nie można przecież zamrozić i odmrozić.
Zgadzam się, że Bóg jest dawcą życia i płodności, ale przecież gdy ktoś ma raka robimy wszystko aby go wyleczyć i na szczęście coraz częściej się to udaje. Gdyby nie rozwijająca się medycyna większość z tych ludzi by umarła. Podobnie jest z przeszczepami. To nie jest naturalne, że człowiek żyje dzięki nerce innego człowieka. Czy tego też nie robimy jakby wbrew woli Boga?
Wiem, że in vitro nie jest metodą leczenia bezpłodności. Aby kobieta mogła być zapłodniona metodą in vitro musi najpierw przejść ciężką terapię hormonalną, co nie jest ani przyjemne, ani łatwe. Owszem, in vitro to teraz szybko rozwijający się biznes, ale podobnie będzie z naprotechnologią, o ile jest ona w ogóle skuteczna.
P.S. Nie piszę tego aby Cię przekonać do swojego zdania, bo wiem, że i tak mi się to nie uda. Akceptuję i rozumiem to, że jesteś przeciwny in vitro. Nie akceptuję jednak tego, że jesteś jedną z osób, które, z uwagi na swoją religię, próbują za wszelką cenę narzucić wszystkim swoje racje, próbując przeforsować tak radykalną ustawę w sejmie.
Obecna nauka Kościoła Katolickiego jest efektem wielowiekowego zgłębiania się w tajemnice Pisma Świętego i w treści setek objawień. Dwa tysiące lat badań teologicznych wykształciły na tyle mocną, spójną i wiarygodną linię nauki Kościoła Katolickiego, iż nie sposób jej podważyć. I nie jest wcale pychą odnoszenie się do słów napisanych przez ludzi, którzy nierzadko całe swoje życie poświęcili zgłębianiu tajemnic naszej wiary. Pychą jest raczej podważanie efektów tych przemyśleń i przekonanie o słuszności własnego, podpartego mdłymi odczuciami zdania.
A to, że niektórzy biskupi Rzymu prowadzili się w niezbyt poprawny sposób, nie umniejsza teologicznej wartości napisanych przez nich dzieł – przecież, jak to zauważyłaś, byli tylko ludźmi, a grzech jest rzeczą ludzką. Jakkolwiek, kwestie płciowości, płodności i godności człowieka od poczęcia poruszane były głównie przez papieży Pawła VI i Jana Pawła II, których życiu prywatnemu zarzucić nie da się niczego.
Wątpisz, że nie napisano nigdzie, iż poseł głosujący wbrew zasadom swojej wiary grzeszy? Polecam lekturę encykliki Jana Pawła II “Humanum vitae” oraz dokładnie wyłuszczającą temat notę doktrynalną Kongregacji Nauki i Wiary z 24 listopada 2002 roku. O roli polityków wspomniano również w instrukcji KNiW “Dignitas personae”. I nie jest to ani trudna, ani złożona sytuacja, lecz bardzo prosta – posłowie głosowali na nie, czyli dali przyzwolenie na zło.
Co do in vitro – część wytworzonych zarodków ginie, część zostaje zamrożona. I nie jest to żadne kompromisowe rozwiązanie, bo w kwestii życia albo śmierci, czy też godności albo pohańbienia, kompromisów nie ma. Są to kwestie binarne: dobro albo zło. I każde życie poczęte jest człowiekiem – na dobrą sprawę moment połączenia się komórek płciowych jest jedynym sensownym kryterium, na podstawie którego określić można powstanie istoty ludzkiej.
Twoje analogie co do przeszczepów i leczenia raka są nietrafione – nie rozumiem nawet, dlaczego uważasz, że sprzeczne są one z wolą Boga.
Napisałaś: “Nie akceptuję jednak tego, że jesteś jedną z osób, które, z uwagi na swoją religię, próbują za wszelką cenę narzucić wszystkim swoje racje, próbując przeforsować tak radykalną ustawę w sejmie.” Otóż moim obowiązkiem jako katolika jest nauczanie bliźnich i powstrzymywanie ich od czynienia zła. I ustawa, o której mowa, bynajmniej nie jest radykalna. Radykalnym postępowaniem było głosowanie przeciw tej ustawie.
Karanie więzieniem za stosowanie metody in vitro jest radykalne. Poza tym nie myślisz o konsekwencjach takiej ustawy. Ci, których by było stać na ten zabieg za granicą, po prostu by wyjechali i bez żadnych przeszkód zrobili to tam. Także ten zakaz obejmowałby właściwie tylko tych biedniejszych.
Napisałeś: “Otóż moim obowiązkiem jako katolika jest nauczanie bliźnich i powstrzymywanie ich od czynienia zła.” Zgadzam się, ale jedno i drugie nie może być robione na siłę, wbrew woli tej drugiej osoby. Czy zmuszanie kogoś do robienia czegoś nie jest grzechem? Każdy ma prawo przynależeć do jakiej chce religii, a każda ma swoje zasady. Nie dało by się ich wszystkich uwzględnić w polskim prawie.
Czy nie lepiej by było np. organizować kampanie zniechęcające Polaków do stosowania metody in vitro, pozostawiając ostateczną decyzję ludziom?
Karanie za zabijanie nie jest radykalne, radykalnym jest tego zabijania legalizacja.
A co do wyjazdu – dobrze, wyjechaliby, zrobiliby to gdzie indziej, ale polscy posłowie mieliby czyste sumienie (jeżeli w ogóle je posiadają). I nie próbuj mnie wziąć na emocje, mówiąc o biedniejszych – zarówno biedni, jak i bogaci, decydując się na in vitro, czynią zło. Dobrze, że chociaż biedni uchronieni by zostali od grzechu.
Co do zmuszania na siłę – nie zamykałbym granic i nie przywiązywał ludzi do kaloryferów. Jeśli koniecznie chcieliby zgrzeszyć, mogliby to zrobić. Ale na odpowiedzialność rządzących innym krajem.
A organizacja kampanii to dobry pomysł, ale jako niezależne działanie, oprócz zakazu. Tak na wszelki wypadek, żeby ludzie nie robili tego za granicą.