Mane, tekel, fares

Stało się. Pomimo usilnych i nieustannych protestów prowadzonych przez środowiska patriotyczne, w dniu wczorajszym nastąpiła ratyfikacja przez Polskę paneuropejskiej konstytucji, znanej powszechnie pod nazwą traktatu z Lizbony. Prezydent Lech Kaczyński, składając polską niepodległość na ręce unijnej administracji, abdykował na rzecz nowo tworzonego europejskiego superpaństwa i jednym podpisem zdegradował swój urząd do rangi nic nieznaczącego prezydenta euroregionu. Oto koniec suwerennej Rzeczpospolitej. Zważono, policzono, podzielono.

Co gorsza, wczorajsza ratyfikacja złowrogiej unijnej konstytucji odbyła się bez jakiegokolwiek uprzedniego zabezpieczenia nędznych resztek polskiej suwerenności. Pomimo wcześniejszych ustaleń, nie doszło do uchwalenia jakiejkolwiek ustawy kompetencyjnej, mającej na celu ograniczenie obcych wpływów w wewnętrzne sprawy naszego kraju. Wobec takiego stanu rzeczy, potępienia godny jest pośpiech, z jakim polski prezydent złożył swą sygnaturę pod ubranym w piękne szaty pospolitym aktem zdrady.

Szczerze przyznać muszę, iż Lechowi Kaczyńskiemu ufałem do samego końca. Ślepo trwałem w przekonaniu, iż traktat lizboński nie zostanie w Polsce ratyfikowany, a prezydencką obietnicę złożenia podpisu pod rzeczonym dokumentem zaraz po drugim irlandzkim referendum uznawałem wyłącznie za dyplomatyczną grę na czas i umyślną zwłokę w oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń. Jakkolwiek, ponure deklaracje Kaczyńskiego okazały się być szczere. Prezydent, zamiast wytrwale stać na straży powierzonej mu przez Naród polskiej niepodległości, wolał ucieszyć media.

Jeśli pan prezydent myślał, iż składając swój podpis pod traktatem z Lizbony, zyska sobie większą popularność w społeczeństwie, to grubo się pomylił. Ci, którzy wieść o wczorajszej ratyfikacji przyjęli z zadowoleniem, i tak nigdy nie oddaliby swego głosu na polityka Prawa i Sprawiedliwości. Natomiast zwolennicy Lecha Kaczyńskiego, będący w znacznej części zdecydowanymi przeciwnikami eurokonstytucji, z pewnością poważnie zastanowią się nad ponownym oddaniem głosu na swego dotychczasowego kandydata…

Doprawdy, wielce ceniłem sobie osobę prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Niezmiernie przykro mi zatem, iż wszystkie jego dotychczasowe służące dobru Polski dokonania na zawsze pogrążą się w cieniu haniebnego czynu, jakiego dopuścił się on dnia 10 października 2009 roku.

Published in: on 11 Październik 2009 at 23:13  Komentarze (4)  

4 komentarzyDodaj komentarz

  1. KACZYŃSKI TO DEBIL, jak można sobie dopiero teraz to uświadomić?????

  2. Historia go osądzi.

  3. Przepraszam, że ośmielam się pisać na temat może nie bezpośrednio związany z postem. Chciałbym jednak uprzejmie zachęcić do refleksji nad artykułem “Czy Traktat Lizbonski legalizuje pedofilię?”, dostępnym na: http://rzeczywistoscgryzie.wordpress.com/2009/10/21/czy-traktat-lizbonski-legalizuje-pedofile/

  4. Słusznie prawisz, tym niemniej poszlaki nakazujące wskazywać, iż zasadnicze kierunki polityki PiSu i Kaczyńskiego niewiele się róznią od tych, które obrała reszta tzw. “głównego nurtu polskiej polityki” już dużo wcześniej (przed ratyfikacją) wydawały się wymowne i znaczące. Pisałem o tym tutaj:
    http://www.konserwatyzm.pl/publicystyka.php/Artykul/2988/

    Wówczas byłeś nieco sceptyczny wobec tej krytyki PiS. Dobrze, że to się zmieniło :)
    Pozdrawiam


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.